MOJA HISTORIA

Przez większość życia byłam szarą myszką, której brakowało wiary w siebie. Miałam marzenia, tak samo jak Ty, ale mimo to żyłam życiem, jakiego oczekiwali ode mnie inni.

Wiele zdarzeń w moim życiu spowodowało, że mój stosunek do siebie i do ludzi stał się oziębły. Płaciłam za naiwność. Przyciągałam toksyczne związki. Ludzie mnie często wykorzystywali. Zakładałam maskę i robiłam dobrą minę do złej gry. Innym wydawało się, że byłam wyniosła, a ja potrzebowałam przytulenia.

Poszłam na studia, które nie znajdowały się w kręgu moich zainteresowań, więc po półtorej roku je rzuciłam. Przez „przypadek” natknęłam się na szkołę związaną z makijażem i stylizacją. Później ukończyłam kolejne dwie światowej klasy szkoły makijażu.

Zaczęłam spełniać swoje marzenia. W końcu robiłam to, czego chciałam. Zawsze ceniłam sobie niezależność, więc był to dla mnie ważny krok naprzód.

Jednak los i miłość zawiodły mnie w odległe o 2,5 tysiąca kilometrów miejsce.

Grecja. Zawsze mnie tam ciągnęło. Piękny kraj. Wspaniali ludzie. Tysiące lat bogatej historii. Kolebka kultury. Poczułam się jak ryba w wodzie.

Tymczasem Bóg miał dla mnie inne plany. Znalazłam się w tym miejscu, aby doświadczać. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałam. Spadał cios za ciosem, a ja nie wiedziałam dlaczego. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to moja szkoła życia.

Na początku brak pracy spowodował, że zaczęłam malować. Miałam możliwości, dostęp do wszelkiego rodzaju narzędzi. Sprzyjał temu też klimat i otoczenie. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z malowaniem, które stało się moją życiową pasją.

Pomyślicie, że to happy end. Wcale nie.

W międzyczasie wyszłam za mąż, a moje małżeństwo rozpadło się już po miesiącu. Za wszelką cenę starałam się je ratować. Mój mąż jednak nie słuchał tego, co miałam do powiedzenia. Nie miałam w nim wsparcia. Żadnego. Na moich barkach spoczywało zbyt wiele obowiązków. Cierpiałam w samotności, bo nawet nie miałam nikogo, z kim bym mogła tak najzwyczajniej w świecie porozmawiać. Byłam uwiązana do miejsca, gdzie nie chciałam być i żyłam z człowiekiem, z którym nie chciałam żyć.

Przez dłuższy czas byłam zmuszona schować swoje marzenia do kieszeni. Nie pracowałam jako makijażystka, ale jako sprzątaczka. Wykonywałam pracę, jakiej nie znosiłam całą sobą, ale to tylko dlatego, że nie potrafiłam mówić słowa „NIE”.

W końcu jednak zaczęłam walczyć o siebie i o swoje szczęście. Na mojej drodze zaczęli pojawiać się pomocni ludzie. Wciąż przychodziły sytuacje, które powalały mnie na kolana, ale wtedy miałam już w sobie więcej siły.

Zaczęłam pracować w swoim zawodzie. Świat mody i kina to świat specyficzny i trudny. Jedni traktowali mnie jak profesjonalistę, inni jak owcę od czarnej roboty. Zdobycie poszanowania przychodzi w takim świecie z wielkim wysiłkiem, jeśli nie jesteś osobą bogatą i z odpowiednią pozycją społeczną. Czasem udawałam więc kogoś, kim nie byłam. Bo bałam się porażki. Bo bałam się utraty bezpieczeństwa finansowego.

Kiedy Grecję już konkretnie zaczął wyniszczać kryzys gospodarczy, byłam zmuszona opuścić ten kraj i wrócić do Polski, co było dla mnie ogromną tragedią. Przez długi czas nie potrafiłam się tu odnaleźć. 12 lat nieobecności to szmat czasu. Wróciłam do państwa, w którym panuje zupełnie inna mentalność, atmosfera, klimat, a życie toczy się w zupełnie inny sposób.

W każdym razie okazało się, że powrót tutaj był mi potrzebny. Jak mówią, nic nie dzieje się bez przyczyny. Każda sytuacja, zdarzenie jest po coś. Każdy napotkany przez Ciebie człowiek wnosi coś do Twojego życia.

W moim życiu pojawiła się pewna jasnowidz. Moje doświadczenia sprawiły, iż stałam się osobą bardzo buńczuczną i wojowniczą. To ja wiedziałam wszystko najlepiej. Nikt inny. Nie słuchałam. Kilka konkretnych prztyczków w nos i ciosów kijem bejsbolowym po głowie sprawiło, że zaczęłam uczyć się pokory.

Dzięki owej jasnowidz zaczęłam odczuwać energie i pracować z nimi, a przede wszystkim pracować nad sobą.

Do mojego życia zaczęli przychodzić ludzie związani typowo ze światem duchowym. Zaczęłam się zmieniać. Wszystko wokół zaczęło się zmieniać.

Przekroczyłam pewien próg. Nie było już odwrotu. Rozpoczęłam podróż w głąb siebie. Odkrywałam powoli kim jestem i co robię tu, na Ziemi, jaki jest mój cel. W tym właśnie czasie los postawił na mojej drodze pewnego holistycznego architekta, śp. Wojciecha Sergiela, który miał ogromną wiedzę i był ekspertem w dziedzinie starożytnych znaków, symboli, kształtów i ich energetycznego oddziaływania na człowieka i przestrzeń wokół niego. Każdą formę, zanim udostępnił ją komukolwiek, sprawdzał najpierw na sobie. Pracował ze swoim synem, Sebastianem, równie niezwykłym człowiekiem, który przejął schedę po ojcu.

To dzięki nim po raz pierwszy zetknęłam się ze starożytnym narzędziem, jakim jest Kompas Osobisty Ki, a wywodzącym się od Feng Shui.

Oczarowała mnie prostota tego narzędzia. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki można było zmienić natychmiast i diametralnie swoje życie, używając jedynie właściwych kolorów w ubiorze bądź otoczeniu lub emanując konkretnym rodzajem energii poprzez swoje zachowanie.

I rzeczywiście. Zaczęłam analizować swoje życie pod kątem kolorów, jakich używałam najczęściej i sytuacji z tym związanych. Okazało się, że w większości przyciągały mnie barwy, które miały niekorzystny lub czasem wręcz niszczący na mnie wpływ.

Ach, gdyby ktoś wcześniej mnie uświadomił!

Jednak ludzka natura jest przewrotna. Radziłam wszystkim dookoła, jak mogą naprawić swoje życie, przestawić je na właściwe tory, a sama nie do końca stosowałam się do zasad.

Wiesz, jak to jest. Szewc bez butów chodzi.

No i znów przyszły sytuacje, które były dla mnie sprawdzianem. Straty w finansach, bycie ofiarą w kolejnym związku.

Brzmi znajomo?

W międzyczasie zmarł mój ojciec, którego tak naprawdę nigdy nie miałam okazji dobrze poznać. Nie poszłam nawet na jego pogrzeb. Jakimże zaskoczeniem było dla mnie, gdy w rok po jego śmierci pewna medium powiedziała mi, że mój ojciec jest przy mnie i czeka na moment, aby móc się pożegnać. W chwili odejścia do Światła złożył na moje ręce DAR. Był artystą, ale nie potrafił wykorzystać swego talentu. Poczułam wtedy mocno jego obecność i ciężar w dłoniach. Przypuszczałam co to jest, ale nie do końca byłam pewna i nie zdawałam sobie sprawy z tego jak wielki i wyjątkowy jest to DAR.

Po kilku miesiącach od tego zdarzenia zaczęłam mocno pracować z Kompasem Ki i ze starożytnymi symbolami. Powzięłam decyzję, że spełnię swoje odwieczne marzenie, a mianowicie stworzę serię obrazów i zorganizuję wystawę. W tym momencie cały Wszechświat postanowił mnie wspierać. Mimo, iż zorganizowanie wystawy nie było wcale proste, udało nam się. Mówię „nam”, bo wernisaż był wspólny – mój i mojej córki.

I nagle odkryłam, co było DARem od mojego ojca. Kiedy stanęłam przy sztaludze i zaczęłam malować pierwszy obraz, okazało się, że nie maluję go ja, że moje dłonie KTOŚ prowadzi. Obrazy, które pojawiły się na wystawie, to były obrazy – przekazy. Od samego Źródła. Ów DAR odziedziczyła po swoim dziadku również moja córka.

Obecnie, kiedy maluję na zamówienie tworzę pomost pomiędzy osobą, dla której maluję, Źródłem a mną. Dostaję dokładny przekaz energetyczny na temat potrzeb tej osoby, czyli Ciebie. Na temat potrzeb Twojej Duszy. Dzięki temu mogę Ci wskazać właściwy kierunek Twojej życiowej podróży.

Mój ojciec tak naprawdę otworzył mnie na Źródło, na które przez wiele lat byłam zamknięta. To był mój powrót.

Kiedy zaczęłam łączyć mój DAR odczuwania z wiedzą, jaką posiadłam i zaufałam swojej intuicji, moje życie ruszyło z kopyta.

Odrodziłam się jak feniks z popiołów.

Odbyłam długą podróż, aby dojść do miejsca, w którym jestem obecnie.

Dlaczego opowiadam Ci całą tę historię?

Po pierwsze, żebyś wiedział, że nie urwałam się z choinki, doświadczyłam w życiu bardzo wiele i potrafię Cię w pełni zrozumieć.

Po drugie, żeby skrócić Twoją podróż i doprowadzić Cie do Twojego celu już teraz.

Zaufaj.

Poczuj.

Doświadcz.

Uwierz.

Spełnij.

Marta Z. Kowalska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *