Jak przestać dawać się wykorzystywać

Brzmi znajomo? Tak, wiem. Ja osobiście pozwalałam na to przez długie lata. Byłam myszą, która siedziała pod miotłą. I tak bardzo pragnęłam przypodobać się ludziom. Przez to zatracałam się, bo nie potrafiłam do końca być sobą. Często udawałam kogoś, kim nie byłam, tylko po to, aby zostać zaakceptowaną przez otoczenie.

Nie wiem, czy brało się to z trudnego dzieciństwa, obciążeń rodowych, czy taka po prostu była moja natura.

Z wiekiem przestało mi zależeć tak bardzo na opinii innych i ważniejsze stało się dla mnie moje własne „JA”. Już nie chciałam odgrywać roli aktora na scenie, ale żyć własnym życiem. Pragnęłam poczuć się wreszcie wolną od narzucanych kanonów, osądów i tańczenia do muzyki, jaką ktoś mi zagra. Chciałam tańczyć do swojej muzyki i wedle moich zasad.

Na początku było to trudne. Za każdym razem, kiedy starałam się przeforsować swoją opinię, oglądałam się za siebie, czy aby nikt nie patrzy na mnie z dezaprobatą. Czasem sama dopisywałam sobie wyimaginowane historie. Dopisywałam własny scenariusz do zdarzeń, sytuacji, czyichś słów, bądź zachowań.

Często, aby być akceptowaną w różnych środowiskach, dawałam się również wykorzystywać. Wciąż był we mnie ten wewnętrzny przymus dogadzania innym albo robienia czegoś za kogoś i to z wielkim uśmiechem na ustach.

Nie chciałam tego robić, czułam się z tym źle, ale nie potrafiłam postawić granicy, a tym bardziej użyć słowa „NIE”. Byłam zgodna i uległa, aby tylko wszyscy dookoła czuli się dobrze i byli szczęśliwi i zadowoleni.

Też tak masz?

Czy swoje potrzeby spychasz na dalszy plan? Nie masz miejsca na siebie samego w swoim życiu? Wciąż zostajesz po godzinach, wykonując pracę, która nie jest częścią Twojego zakresu obowiązków? Gdy ktoś ma gorszy nastrój, cały czas się zastanawiasz, co mogłeś zrobić źle, myśląc, że to pewnie Twoja wina? Nie przyznajesz się, że Twoje uczucia zostały zranione, gdy ma to miejsce, ponieważ nie chcesz stać się problemem dla drugiej osoby? Zrobisz wszystko co w Twojej mocy, aby uniknąć konfliktu, nawet, gdy będzie oznaczało to całkowite skreślenie swoich własnych potrzeb?

Można by tak wymieniać w nieskończoność.

Otóż tu, z tego miejsca, mogę dać Ci pewną radę. Mi osobiście pomógł Kompas Ki. Odkryłam w nim pewien magiczny kolor (dla mnie jest to kolor czerwony, dla Ciebie trzeba by było to sprawdzić), w którym to według właśnie owego Kompasu mam „Egocentryzm”. Tadam! Okazało się, że zakładając na siebie tenże kolor, w różnych odcieniach (każdy kolor ma około dwustu odcieni), staję się egocentryczką.

Ogólnie ta cecha jest niezbyt dobra, bo skupiamy się wtedy wyłącznie na sobie. To my wtedy jesteśmy najważniejsi, nasze zdanie liczy się najbardziej, to, co robimy, jest najlepsze itd. Ale zdrowy egocentryzm jest dobry i często nawet wskazany. Szczególnie właśnie dla takich „zadowalaczy”. Ażeby nie popaść w totalny egocentryzm, możemy otoczyć się kolorem o delikatniejszym odcieniu, w moim przypadku kolorem różowym. Będzie miał wtedy lżejszą wibrację.

Może Ci tu również pomóc kolor, w którym masz „Witalność”, bo to poprawi Twój kontakt z otoczeniem, szczególnie ten werbalny, będziesz miał większą swobodę w wyrażaniu tego, co chcesz powiedzieć, a nie musisz, bądź powinieneś. Nabierzesz większej pewności siebie.

Często patrzymy na kolory, jak na coś zwyczajnego, zgodnego z gustami lub modą.

A nawet sobie nie zdajemy sprawy, jaką kolory mogą mieć moc i wpływ na nasze zachowania, a tym samym na nasze życie.

JEŚLI POWYŻSZY TEKST CIĘ ZAINTERESOWAŁ, ZOSTAW SWÓJ KOMENTARZ.

MOŻE MASZ PODOBNY PROBLEM I MOŻEMY GO WSPÓLNIE ROZWIĄZAĆ.

JEŻELI CHCIAŁ(A)BYŚ DOWIEDZIEĆ SIĘ WIĘCEJ NA TEMAT ROZWIĄZAŃ RÓŻNYCH PROBLEMÓW, SUBSKRYBUJ MOJEGO BLOGA.

OTRZYMASZ WTEDY WPISY BEZPOŚREDNIO NA TWOJEGO E-MAILA.

Start the conversation

Let's start a personal, meaningful conversation.

Example: Practical philosopher, therapist and writer.

Link copied to your clipboard